|
Czarnowąsy:
Patryk Kupiłas – Piotr Jeleniewski (90’ Michał Sadowski),
Bartłomiej Jacek, Arkadiusz Aleksandroff, Sebastian Polok,
Maciej Goncik, Michał Zboch, Łukasz Wilczek, Henryk Furman (80’
Łukasz Bachleda), Jacek Przybył (83’ Daniel Suchocki), Tomasz
Skrzypczyk (87’ Łukasz Leś)
Trener: Wojciech Lasota |
|
Nasi zawodnicy
przystąpili do tego meczu wyraźnie sparaliżowani, choć nie
bardzo wiadomo, co mogło być tego powodem. Gdyby nie fenomenalna
forma w bramce Jurka Ryncarza porażka Bogdanki mogła być jeszcze
bardziej dotkliwsza. Szwankowała przede wszystkim obrona, która
w niczym nie przypominała monolitu z ostatnich meczy.
Od początku spotkania wyraźnie więcej ochoty do
gry okazywali gospodarze tego meczu i już w 3 minucie po rzucie
rożnym zawodnik miejscowych minimalnie chybił po strzale z
głowy. Ale już po 11 minutach Swora dopięła swego, po tym jak
Jacek Przybył z linii
16 metra
z pierwszej piłki uderzył na naszą bramkę nie do obrony i
miejscowi mogli cieszyć się z prowadzenia. Ledwo nasi zawodnicy
wznowili piłkę ze środka boiska, a żółto – niebiescy ponownie
wyprowadzili kontrę i uderzenie Aleksandroffa minimalnie minęło
lewy słupek bramki Ryncarza. W tym czasie gry nasi zawodnicy ani
razu nie zagrozili bramce młodziutkiego Patryka Kupilasa Dopiero
w 17 minucie na rajd lewą stroną boiska zdecydował się Mateusz
Mikler, ale został wyraźnie przed samym polem karnym
nieprzepisowo powstrzymany przez Michała Zbocha, za co sędzia
ukarał go żółtą kartką. Rzut wolny wykonywał Wiesiek Frydryk,
uderzył piłkę na prawy słupek, ta jeszcze przed Kupilasem z
kozłowała, lecz próbę dobitki naszego zawodnika przerwał gwizdek
sędziego – spalony. W 20 minucie przegrywaliśmy już 2:0. Tuż
przy linii autowej zawodnika Swory faulował Piotr Jamuła i
gospodarze wykonywali rzut wolny. Wstrzeloną w pole karne piłkę
nasi defensorzy wybili za lekko przed własne pole karne, a tam
najlepszy strzelec Swornicy Michał Zboch huknął futbolówkę z
pierwszej piłki i nasz golkiper, dodatkowo oślepiony przez ostre
słońce nawet nie zareagował. Trener Marek Malewicz nie wierzył
własnym oczom, co wyrabiają jego podopieczni i z ławki
rezerwowych do naszych zawodników padały ostre sugestie, które
jednak w naszej grze niewiele zmieniły. Małym przerywnikiem w
naszej bezradności okazała się 26 minuta - to, co się nie udało
z akcji, powiodło się ze stałego fragmentu gry. Na lewej flance
szybkiego Mateusza Miklera ponownie brutalnie zastopował, tym
razem Bartłomiej Jacek, i za to zagranie otrzymał od sędziego
żółtą kartkę. Około trzech metrów od linii autowej wolnego
wykonywał Marcin Gużda i gdy wszyscy spodziewali się
dośrodkowania „Nino” zdecydował się na bezpośredni strzał z 25
metra i piłka ku zaskoczeniu miejscowych wylądowała w okienku
bramki. Taki obrót sprawy powinien naszych graczy zmotywować do
bardziej aktywnej gry, ale wyraźnie nie był to udany mecz
Bogdanki. Inicjatywa w tym meczu nadal należała do czarnowąsan.
W 31 minucie spotkania na prawej stronie piłkę traci Mateusz
Balcer i Maciej Goncik samotnie pomknął na bramkę „Jozina”, a
jego strzał z 16 metra minimalnie minęło prawe spojenie słupka z
poprzeczką. 6 minut później niezdecydowane wyjście naszego
bramkarza powinien wykorzystać Tomasz Skrzypczyk ale naciskany
przez naszego obrońcę czubkiem buta strzela obok bramki. W
ostatnich minutach I połowy tylko znakomitym interwencjom
naszego golkipera zawdzięczamy, że nie straciliśmy kolejnych
bramek. Najpierw Zboch niczym slalomista z łatwością minął
Marcina Stupka i Przemka Baranowskiego, następnie mając przed
sobą tylko Ryncarza uderzył piłkę w długi róg, lecz Jurek
czubkiem palców najpierw sparował to uderzenie, a następnie
złapał piłę w swoje ręce. Po chwili jeszcze raz wybronił piłkę
na rzut rożny po silnym uderzeniu zawodnika Swory z prawej
strony pola karnego. Pomimo licznych sytuacji pod naszą bramką
na przerwę nasi zawodnicy mogli i powinni schodzić przy wyniku
remisowym. W doliczonym już czasie gry Bogdanka miała dwie
wyborne okazje bramkowe. Najpierw Mateusz Mikler „obrobił” w
polu karnym dwóch zawodników Swory i z narożnika pola karnego
minimalnie przeniósł piłkę nad okienkiem bramki Kupilasa, a po
chwili duży błąd popełnił zawodnik gospodarzy – zagrał piłkę
niemal z połowy boiska do swojego bramkarza, jednak przechwycił
ją Wiesiek Frydryk i z okolicy 11 metra przez nikogo nie
atakowany silnie uderzył, ale wysoko nad poprzeczką. Była to
najlepsza okazja dla Bogdanki w całym meczu na gola z akcji.
Bardzo
burzliwie było w przerwie w naszej szatni. Marek Malewicz
słusznie miał wiele ostrych uwag i słów krytyki do większości
naszych zawodników, którzy zrobili sobie z tego meczu majowy
piknik, zupełnie nie przykładając się do gry. Pierwszą reakcją
kadrową było ściągnięcie z boiska rutynowanego, choć nie
najlepiej czującego grę w tym spotkaniu Marcina Stupka, a
zastąpił go Ryszard Antoszczyszyn, dla którego był to pierwszy
mecz w obecnych rozgrywkach. Do zmiany nadawał się też Przemek
Baranowski, ale na tak odważne posunięcie trener nie mógł się
zdecydować, gdyż należało by mieć wartościowych zmienników, a z
tym jest różnie.
W II połowie
mieliśmy zobaczyć odmienioną Bogdankę i ta część gry była już w
naszym wykonaniu dużo lepsza od pierwszych 45 minut, choć na
kolana gospodarzy nie powaliła. Już pierwsza akcja po przerwie
mogła dać naszym zawodnikom wyrównanie, ale strzał „Wiery”
miejscowy bramkarz z trudem wybronił na rzut rożny. 5 minut
później z centrą Marcina Gużdy z lewej strony boiska minęli się
wszyscy zawodnicy w polu karnym Swory, strzał zamykającego to
podanie Piotra Jamuła obrońca z bramki wybija na róg. Minutę
później popularny „Zajec” w polu karnym gospodarzy trafia piłką
w rękę jednego z zawodników Swornicy, ale sędzia jest obojętny
na to zdarzenie i odgwizduje tylko rzut rożny. W 54 minucie błąd
Baranowskiego, który traci piłkę na rzecz Skrzypczyka, ten
zawodnik wychodzi sam na sam z naszym bramkarzem, który wybrania
stu procentową sytuację gospodarzy. 2 minuty później na strzał z
dystansu zdecydował się Marcin Gużda, ale piłka minimalnie mija
lewy słupek sworniczan. W 63 minucie Wiesiek Fryderyk próbował
strzału przewrotką po rożnym wykonywanym przez Piotra Jamułę –
strzał przyblokowany i piłka po wybiciu przez obrońcę ląduje na
aucie. 8 minut później nasz kapitan Grzegorz Lichwa strzelał z
woleja zza pola karnego, ale silnie uderzona futbolówka
przeleciała tuż nad poprzeczką bramki gospodarzy. Ostatnie 20
minut meczu to wymiana ciosów obu ekip. Widać było, że zawodnicy
poszli na tzw. żywioł i akcje momentalnie przesuwały się z
jednej bramki pod drugą, jednak bez efektów. W doliczonym już
czasie gry przez bardzo słabo spisującego się w tym spotkaniu
sędziego z Kluczborka – Tomasza Felusiaka (podejmował wątpliwe
decyzje w obie strony) gospodarze mogli podwyższyć prowadzenie.
Sworniczanie, wykonywali wątpliwy rzut wolny, po rzekomym
nieprzepisowym zagraniu naszego zawodnika 2 metry od linii pola
karnego. Uderzona piłka otarła się jeszcze od naszego zawodnika,
zmyliła Jurka Ryncarza, który instynktownie podbił piłkę, która
odbijając się od wewnętrznej części poprzeczki trafiła jeszcze
pod nogi wprowadzonego 5 minut wcześniej Łukasza Lesia, jednak
ponownie nasz golkiper w beznadziejnej sytuacji cudem broni jego
dobitkę, zasługując na miano pierwszoplanowej postaci w drużynie
Bogdanki. Za ten mecz Jurek na pewno nie może się wstydzić, a
puszczone w pierwszych 20 minutach dwie bramki z całą pewnością
nie obciążają jego konta.
Porażka, jak
każda na pewno boli, ale ta została osiągnięta w bardzo złym
stylu i do meczu z czerwoną latarnią ligowej tabeli w najbliższą
niedzielę – Motorem Praszka trzeba odmienić oblicze drużyny i
nie pozostaje nic innego jak tylko wygrać, na co gorąco wszyscy
w Bogdanowicach liczą. Do tego spotkania nasza drużyna przystąpi
bez ukaranego żółtą kartką w Czarnowąsach najlepszego strzelca
Bogdanki i całej ligi Wieśka Frydryka, co wietrzy szansę innym
zawodnikom do zaprezentowania kunsztu strzeleckiego.
(BO.S.) |